Blogger templates


...KATEGORIE:.......DIY.......KULINARNIE....... KULTURA I SZTUKA.......LUMPEKSY.......MODA.......MOIM ZDANIEM.......ZDROWIE I URODA..

sobota, 4 października 2014

Polaków rozmowy #6

Uczciwie przyznaję - nie chce mi się dziś zagłębiać w poważne tematy i ślęczeć nad mądrym wpisem. Za ładna pogoda! Zostawiam Was więc z głupkowatymi dialogami z mego absurdalnego życia, i jadę na wycieczkę.

Ja: No, cholera, gdzie ten koleś z tą pizzą?! Ileż można czekać?!
Koleżanka: A kiedy zamówiłaś?
J: Nie wiem, chyba z 15 minut temu.
Po jakimś czasie:
J: Ej, uważajcie, jak będziecie do drukarek szły, bo tam jakiś facet kuca i go drzwiami w dupę walnęłam!
K: A co on tam robi?
J: Nie wiem, pewnie drukarkę naprawia.
K: Albo naszą pizzę żre...


Ja: Ojej, to już ta godzina?! Szybko! Zanim się rano skończy! (pakuję sobie do ust tubkę słodkiego mleczka)
Koleżanka: Ale o co chodzi?
J: No bo rano można jeść słodycze bez konsekwencji! Bo się wszystko spali w ciągu dnia!
K: Ta, jasne, a gdzie to czytałaś? Na stronie otyli.pl?


Przyjaciel: O, Britney była dziś w Polsce.
Ja: Po co?
P: Promować swoją bieliznę.
J: Ale dziwne, no i po co to? To tak jakbym ja zrobiła trasę objazdową po świecie, żeby promować swoje buty... o, albo skarpetki! Kumasz to?
P: No, byś wyszła na scenę i ludzie tylko by stali na widowni, a Ty nagle wyciągasz wieszak i pokazujesz swoje skarpetki, a oni zaczynają klaskać, gwiazdać...
J: Nieeee. To by było tak: Cały wielki tłum czeka, ja wychodzę na scenę, oni tylko patrzą, ja tak się łapię po obu stronach w talii i nagle bum! Kładę nogę na stojące obok mnie krzesło, zaczynam rozsznurowywać buta, tłum wstrzymuje oddech w ogromnym napięciu, i wtem ściągam buta i ukazuje się moja skarpetka!m Ludzie zaczynają wiwatować, klaskać, krzyczeć, rzucać na scenę swoje majtki i staniki, panuje ogólne szaleństwo, i wtedy ja unoszę w górę palec w takim geście "czekajcie, czekajcie", widownia milknie, ja kładę nogę na krześle po mojej drugiej stronie, zaczynam rozsznurowywać buta, tłum znów wstrzymuje oddech, ale tak, że to aż słychać! Ściągam buta, pokazuję stopę w drugiej skarpetce i nagle panika! Ludzie krzyczą, piszczą, zaczynają się ze sobą kochać, wyciągają do mnie ręce, proszą, bym dała im dotknąć skarpetek, napierają na barierki z taką siłą, że aż je przewracają, podbiegają do sceny, wyciągają ręce i zaczynają macać moje skarpetki, lizać, ogólnie wariować! Do akcji wkracza ochrona, ale nie może sobie poradzić z napierającym histerycznie tłumem, więc WZYWAJĄ ANTYTERRORYSTÓW!!!
P: Jeeeezuuuu...


Ja: Coś bym sobie zjadła... Ooooo, BEZY!!!
Koleżanka: A ja bym poszła na zakupy, coś bym sobie kupiła...
Koleżanka2: Ooo, ja też! Po obronie pójdę sobie coś kupię!
Ja: A ja też bym sobie poszła na zakupy... PO BEZY!!!


(Kontekst: Od dawien dawna używam tylko szczoteczki elektrycznej, ale żeby nie wozić jej ze sobą w te i we wte, do Konkubenta kupiłam i zawiozłam taką zwykłą.)

Rano:
Ja: Wiesz, co się stało? Musiałam umyć zęby tą okropną szczoteczką i ona jest taka wielka, że ledwo mi się w ustach zmieściła i jeszcze jest taka niedokładna! Fuuuu!
Konkubent: Biedactwo! (przytula) Tak się poświęcasz, żeby ze mną być!


Po godzinach w pracy:
Koleżanka: hehe, hehe, wyślę Ci coś!
Ja: hehe, dobre! ja Ci też coś wyślę!
Koleżanka: hehe, no, hehe!
i tak dalej, i tak dalej...



Ja (opchnąwszy robotę koleżanki nowej i wciąż jeszcze ambitnej pracowniczce): W końcu mogę komuś wcisnąć robotę! Wreszcie nie jestem najniżej łańcucha pokarmowego!!!



Taka jedna wredna jest na zwolneniu lekarskim.

Koleżanka: Kwiatka jej trochę przesuszyłyśmy.
Ja: A jak wróci i coś na ten temat powie, to powiemy "Ty będziesz następna".


Koleżanka: Moja wychowawczyni w gimnazjum zawsze mówiła, że faceci, którzy mają duże auta, to mają kompleks małego fiutka.
Ja: A wiesz co, to chyba jest prawda, bo ja bardzo bym chciała mieć takie duże auto, a w ogóle nie mam penisa!



Ja (częstuję się ptysiem): Wezmę sobie jeszcze, niech mam coś z życia!
Koleżanka: No wiecie co? Ma przystojnego faceta, seks, 10-letnią córkę i jeszcze narzeka!
Koleżanka2: I jeszcze jest chuda!
Koleżanka3: I JESZCZE NAM PTYSIE WYJADA!!!


I tak w bonusie kilka archiwalnych Polaków rozmów z dość zamierzchłych czasów (bo, jak już wspominałam, od liceum prowadziłam taki zeszycik!):


Ja (ni z tego ni z owego): Ty perliczko!
Eks: Weź! Nie obrażaj mnie słowami, których nie rozumiem!


Rodzicielka: Widzisz, babcia latała samolotem, a Ty nie!
Ojciec biologiczny: A ja wpadłem pod pociąg, a babcia nie!


Wujek częstuje suszonymi figami.
Ja: To wygląda jak mózg!
Wujek: To chyba twój, bo normalny mózg jest bardziej pofałdowany!


Ja: (cośtam cośtam) mojego dzieciństwa.
Kumpel: Jakiego dzieciństwa? Przecież Ty nie miałaś dzieciństwa!
J: Tak, urodziłam się już taka duża! Biedna moja mama...
K (odkrywczo): A to dlatego ona tak dziwnie chodzi!!!


Na lekcji kolega przede mną się huśta na krześle.
Ja: Nowak, nie huśtaj się!
Nowak: Dlaczego?
J: Bo się przewrócisz, uderzysz głową o ławkę i umrzesz.
N: I co? I zachlapię Ci zeszyt mózgiem?
J: No. I będę musiała przepisywać.


Jadę sobie tramwajem.
Pani tramwajowa (wymawia nazwę ulicy): Reja.
Ja: Chryja.
Ktoś: Ryja.
Ktoś inny: Geja.
Ja (zdezorientowana): Dlaczego wszyscy komentują nazwę tej ulicy?!
Ktoś jeszcze inny: Zjawisko społeczne.
Kolejny ktoś: Psychologia tłumu.

________________________

Podoba Ci się wpis? Polub mnie na Facebooku,  obserwuj na Bloglovin lub Twitterze!

4 komentarze:

  1. Skarpetkowe szaleństwo przyćmiło całą resztę. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Poranek w pracy umila firma M.Ortycja. Przed przeczytaniem skonsultuj sie ze specjalista :)

    Posmialam sie w ten deszczowy dzien, dzieki :)

    OdpowiedzUsuń