Blogger templates


...KATEGORIE:.......DIY.......KULINARNIE....... KULTURA I SZTUKA.......LUMPEKSY.......MODA.......MOIM ZDANIEM.......ZDROWIE I URODA..

sobota, 16 sierpnia 2014

Co ciekawego (albo i nie) ostatnio czytałam?

Ostatnio brakowało mi czasu na lektury (ciężki wybór - bieganie albo czytanie), więc w ciągu tych dwóch miesięcy od ostatniego książkowego wpisu udało mi się przeczytać jedynie 4 książki. Ale jak mówi stare przysłowie, lepszy cyc niż nic. Zapraszam więc na mini-recenzje!

Mario Puzo, "Sycylijczyk"
Druga część kultowego już "ojca chrzestnego" ma zupełnie inny klimat niż pierwsza! Tym razem czytelnik rozstaje się na jakiś czas z rodziną Corleone, podczytując jedynie od czasu do czasu nikłe informacje o tym, jak Michael szykuje się do powrotu do domu rodzinnego, do USA, po latach banicji. Zanim jednak wyjedzie, ma jedną sprawę do załatwienia - przemycenie na terytorium Stanów włoskiego banity Turiego Guiliano, którego to historię właśnie poznajemy w "Sycylijczyku". Turi to taka włoska wersja Robin Hooda - zabiera bogatym (okradając ich i porywając), by obdarowywać uciśnionych wieśniaków żyjących często na skraju ubóstwa, oczywiście, z winy polityki państwa i z winy mafii. Michael ma czekać tydzień, w trakcie którego główny bohater powinien do Niego dotrzeć i razem z Nim przeprawić się do Ameryki. W tym czasie czytelnik nieustannie raczony retrospekcjami zostaje dokładnie zaznajomiony z historią Guiliano - od czasu, gdy był młodym beztroskim chłopakiem, który zdecydował się na przemytnictwo żywności, by pomóc rodzinie, poprzez etap, gdy został hersztem ogromnej bandy mężczyzn tak jak on wyjętych spod prawa, aż do ...samego końca, a jaki ten koniec był, czy Turiemu udało się bezpiecznie uciec, dowiecie się, jeśli sami sięgniecie po tę pozycję, co Wam gorąco polecam.
Przyznam, że trochę czego innego spodziewałam się po drugiej części "ojca chrzestnego" - myślałam, że znów będzie o rządach rodziny Corleone, ale to lekkie rozczarowanie to mój własny błąd - nie przeczytałam opisu fabuły. Jednak mimo wszystko książkę bardzo dobrze mi się czytało. Historia została bardzo "zgrabnie" opowiedziana, więc chłonęłam kolejne rozdziały z zaciekawieniem i rozemocjonowaniem, nie mogąc doczekać się finału. Jeśli lubicie sensację z sycylijską mafią w tle, śmiało sięgajcie po "Sycylijczyka", powinien się Wam spodobać!


Emil Zola, "Nana"
Historia wzlotów i upadków młodej paryskiej prostytutki. Do tego niezbyt oryginalna i mocno przewidywalna. Pierwsze wrażenie było dobre, ale, niestety, mylne. Doczytałam do końca łudząc się, że w końcu zdarzy się coś, co naprawdę mnie zaskoczy. Nie doczekałam się. Historia mdła aż do ostatniej kropki. Jedyny plus to taki, że książka napisana fajnym językiem, więc czytało się łatwo i szybko, ale to i tak marne pocieszenie. Polecam, owszem, ale nie samą książkę, lecz raczej omijanie jej z daleka.


Philip K. Dick, "Płyńcie łzy moje, rzekł policjant"
Jason Taverner, piosenkarz i gwiazda własnego show oglądanego przez trzydziestomilionową publiczność, zostaje zaatakowany przez aspirującą młodą gwiazdkę i następnego dnia budzi się w podrzędnym hotelu bez dokumentów, za to z grubym plikiem gotówki. Dzwoniąc do głównego biura ewidencji ludności odkrywa, że... oficjalnie nie istnieje. Nikt ze znajomych, do których dzwoni, także go nie rozpoznaje. Ponieważ w świecie na każdym rogu kontrolowanym przez policję nie da się funkcjonować bez dokumentów, usiłuje wyrobić sobie fałszywe i jednocześnie odkryć, co tak naprawdę mu się przydarzyło.
Naprawdę świetna książka! Idealnie nakreślona fabuła intryguje i wciąga od pierwszego słowa i nie wypuszcza ze swych grabek aż do samego końca. Polecam wszystkim, a zwłaszcza tym, którzy żywią uprzedzenia do literatury science-fiction w przekonaniu, że to li i jedynie lasery, terminatory i inne tego typu pierdy (ja przed K.Dickiem żyłam w takim przekonaniu).


Philip K. Dick, "Wyznania łgarza"
Perypetie dość specyficznej amerykańskiej rodziny - Jacka, który maniakalnie kolekcjonuje kapsle od butelek po mleku, kamienie i inne tego typu śmieci, a poza tym wierzy, że wewnątrz Ziemi istnieje jakaś cywilizacja; jego siostry Fay ze skłonnościami psychopatycznymi oraz lubiącego sobie raz na jakiś czas wypić i odreagować agresją wobec żony (Fay) Charleya. Ponieważ Jack nie jest zbyt zaradny życiowo, Charley i Fay sprowadzają go do swojego domu na wieś. Jednocześnie poznają pewne młode, nowe w okolicy, małżeństwo, na punkcie których Fay zaczyna mieć bzika.
Druga w ostatnim czasie przeczytana przeze mnie książka-niewypał. Niby narracja jest prowadzona przez kilkoro głównych bohaterów i zmienia się to z rozdziału na rozdział sprawiając, że czytelnik może poznać sytuację z różnych stron i samemu sobie ją ułożyć w głowie. I niby książkę czytało się szybko, miło i łatwo... Ale mimo wszystko nie polecam Wam jej, bo tak wydaje mi się o niczym. Autor chciał opowiedzieć chyba zbyt dużo historii, których nijak nie udało się zmieścić w nieco ponad 300 stronach. K.Dicka wolę jednak w wersji science-fiction.


*

A co w Waszej biblioteczce piszczy? Przeczytaliście ostatnio jakieś książki, które wbiły Was w fotel? A może takie, które były Wam najlepszym środkiem nasennym? Podzielcie się tytułami w komentarzach!


________________________

Podoba Ci się wpis? Polub mnie na Facebooku,  obserwuj na Bloglovin lub Twitterze!

3 komentarze:

  1. Kolejny super wpis, bardzo lubię Twojego bloga.
    Wyróżniasz się w blogosferze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ostatnio czytałam fantastyczną książkę - "Cukier w normie". Sławomir Shuty, który ją napisał, jest mistrzem w obserwowaniu ludzi i przenoszeniu ich zachowań do literatury. Naprawdę polecam, książka pełna ironii. I, co najlepsze, przy wielu opowiadaniach musiałam ze zgrozą przyznać, że faktycznie jest tak, jak on mówi.

    OdpowiedzUsuń